O mnie

Moje zdjęcie
ja, baba z baby, czyli matrioszka. słucham jazzu. dla animuszu. wchłaniam literaturę. wziewnie. piszę. oraz fotografuję. subtelno-zachłannie. na przemian, albo przemiał. projekt FOTOszeptów dojrzewał w mojej głowie bardzo długo. powstał o czasie koloru turkusowego, kiedy zrozumiałam, że słowa piętrzące się we mnie są równie ważne jak obrazy wokół.

środa, 19 lutego 2014

bo kobieta zmienną jest.

znów zmieniłam kolor włosów.
jakby zmiana na głowie miała wpływ na zmiany w głowie.
ani to zjawiskowa metamorfoza nie jest, ani nawet metafora.

zdałam też wreszcie arcyważny egzamin na kierunku elitarnym, acz kompletnie nieżyciowym.
a jak tylko dokończę pracę o samobójstwach w kulturze na przykładzie dzienników,
będę mogła spokojnie rodzić dzieci.
uprzednio opisując ca-lut-ką ciążę na łamach bloga mego (nie)jedynego.

oraz w dalszym ciągu nie nadążam za pogodą.
noszę się więc umiarkowanie wiosennie.
tylko chyba z tą baranicą na głowie przesadzam.

ps. moją drugą stronę można podglądać na FB.

czwartek, 13 lutego 2014

babska natura.

wstaję. jem. jadę. pracuję. piję. jem. jadę. jem. piję. fotografuję. oglądam. piszę. czytam. mówię. słucham. myślę. śpię.
ja.
wytwór socjo-psycho-literacki.
tymczasem w Rosji mamy olimpiadę, co jej nie oglądam.
tymczasem Polacy zdobywają złote medale, o czym dowiaduję się z Internetu.
tymczasem jutro dzień zakochanych, którego nie obchodzę.

czy mówiłam już, że kocham piątki, białe wnętrza i błyszczyki w cielistym kolorze?



niedziela, 9 lutego 2014

(nie) tędy droga.

tak sobie żyjemy, jak gdyby nigdy nic.
od rana do wieczora.
noce i dnie.
carpe diem.
gdzieś gonimy, czegoś szukamy, a jedyną stałą w nas jest zmiana.

ja.
mam potrzebę zdeptywania nowych ścieżek, kopania nowych rowów, tworzenia nowych matryc.
naznaczam swoje miejsca w sieci jak kot, co obsikuje teren.
pewnie mi minie. ponoć wszystko mija.
nawet najdłuższa żmija.

tymczasem szatnia zamknięta, wyszłam w teren ;)


https://www.facebook.com/pages/Fotoszepty/209039692630273?ref=hl

https://www.facebook.com/zycielalki

piątek, 7 lutego 2014

kruchość życia.

wczoraj byłam na kolejnym pogrzebie.
do dziś mnie trzyma atmosfera łez, żalu i pytań bez odpowiedzi.
życie to jednak trudne jest do zrozumienia.
nawet dla takiego Aniołka, którego niezdarnie wypuściłam z rąk wprost na twardą podłogę.
 
 
a teraz już mniej patetycznie.
pamiętacie jak mówiłam o schizofrenii blogowej?
otóż mam i dzielnie ją karmię.
trzymanie kciuków mile widziane, bowiem projekt jest dość karkołomny.
proszę Państwa, oto Lalka. bezimienna ekshibicjonistka :)