O mnie

Moje zdjęcie
ja, baba z baby, czyli matrioszka. słucham jazzu. dla animuszu. wchłaniam literaturę. wziewnie. piszę. oraz fotografuję. subtelno-zachłannie. na przemian, albo przemiał. projekt FOTOszeptów dojrzewał w mojej głowie bardzo długo. powstał o czasie koloru turkusowego, kiedy zrozumiałam, że słowa piętrzące się we mnie są równie ważne jak obrazy wokół.

poniedziałek, 31 grudnia 2012

życzenia. bądź co bądź :)

31 grudnia to dla mnie czas ważny.
tego dnia jestem swoją osobistą księgową bez ukończenia stosownych kursów.
wewnętrzny bilans zysków i strat jakoś nigdy się nie zgadza.
mentalne manko...

jutro otworzę ciężkie oko i przeżyję renowację światopoglądu.
kopnę się w tyłek, skoczę z trampoliny, będę zrównoważona i systematyczna ;)

póki co kołyszmy się w waniliowej mgle...
pławmy się w złocie życia...
tańczmy walca...
w balerinach! ;)

fot. MążWłasny

n a j l e p s z e g o
 i
d o  s i e g o !

sobota, 29 grudnia 2012

preferencje.

czytam. dużo czytam.
interesują mnie tylko komfortowe warunki i tylko dobre książki.
w subiektywności wyboru zawsze zwycięża sprawność stylistyczna.
przeważnie polska literatura.
rzadziej tematyka.
nigdy fantastyka.

stos spod choinki był zaskakująco celnym strzałem w mój obecny stan umysłu.
nie wiem, od której zacząć, wszystkie więc obwąchuję niczym Azor obce terytorium.
jeszcze pachną drukarnią.
"jeszcze Polska nie zginęła".
"jeszcze się tam żagiel bieli".
"jeszcze w zielone gramy".
;)



piątek, 28 grudnia 2012

grudniowy stan faktyczny.

za oknem późna jesień tudzież wczesna wiosna.
trochę mnie to dekoncentruje, nie powiem.
praca w plenerze narzuca tempo, za to pooddychać można głębiej.
wełniane podkolanówki pachną owcami, w ciepłych butach nie mokną mi stopy,
na głowie noszę mongolską czapkę.
prosto z Chin.
zapewne.




czwartek, 27 grudnia 2012

intym.nie.

przespałam czas życzeń świątecznych, tak jak przysypia się na nudnym filmie
lub po pięciu godzinach monotonnej jazdy autobusem.
to był dobry i pozytywny czas.
i ja byłam.
grzeczna wyraźnie.
podchoinkowymi pakunkami pochwalę się jutro.
dziś nie pora na bachanalia.
dziś wiem, że w grudniu nie śpi się w koszulce na ramiączkach.
nawet za cenę seksowności.



wtorek, 18 grudnia 2012

w teatrze życia.

„Być czystą formą samotności. Niespełnieniem. Zwielokrotnionym głosem. Zedrzeć maski.
Wykrzyczeć prawdę. Ale po co? Dla oklasków? Mało zajmujące.
A zresztą, po co się w ogóle angażować. Ważne jest tylko płynięcie, rejs.
Raz, dwa, trzy, odpłyniesz ty... jak nie dziś, to jutro. Tylko to jest pewne”.

Sławomir Łuczak, Czy to miłość.


"Życie to jest teatr, mówisz ciągle, opowiadasz;
Maski coraz inne, coraz mylne się nakłada;
Wszystko to zabawa, wszystko to jest jedna gra
Przy otwartych i zamkniętych drzwiach.
To jest gra".

Edward Stachura, Życie to nie teatr.

_____________________________

post scriptum odautorskie:

karnawał w grudniu?
ani to chrześcijańskie, ani etyczne, ani nawet w Wenecji nie jesteśmy.
myjmy okna w mrozie, lepmy uszka w duchocie, róbmy kutię i kompot z suszu.
Jezus narodzi się zgodnie z planem.
zawsze przecież się rodzi...

piątek, 14 grudnia 2012

Anioł(ka).

Anioł(kę) przywiozłam z Moraw.
ma czekoladowe włosy, szeroki uśmiech i niewyraźne oczy, którymi na nas łypie.
od kilku lat wierna kaktusowi, mimo iż ten ją rani.
od kilku lat w tej samej sukience, mimo iż zmieniła się moda.
od kilku lat w sypialni, mimo iż pewnie wolałaby salon.


wtorek, 11 grudnia 2012

naiwność.

chciały wyjść z cienia.
oba.
ani nie spadł śnieg, ani słońce jakoś specjalnie nie grzało.
nie przypuszczały, że ktoś mógł je wystawić do wiatru.

sobota, 8 grudnia 2012

teatralna forma.

kłodzkie Zderzenie Teatrów nakarmiło mnie do syta.
na żywym organizmie przetestowałam własną percepcję,
po raz pierwszy bowiem, obejrzałam spektakle, nic o nich uprzednio nie wiedząc.
"Opat" w wydaniu wrocławskiej grupy TEOKA okazał się pantomimą.
wymowną pantomimą z udziałem aktorów i kukieł.
było leżenie krzyżem. było mrowienie w krzyżu. dobrze było. bardzo nawet.
proza Cortázara w monodramie lub monodram w prozie Cortázara zmusił do zadumy.
jak cała literatura iberoamerykańska zresztą.
karabinek słów i gestów w skromnym słupku żółtawego światła.

oczyściłam duszę, wypędziłam z siebie urojone demony, zrobiłam cztery sztuki kiepskich zdjęć.
komórką! (a fe!).



czwartek, 6 grudnia 2012

dżentelmen.

mój Mikołaj to dziwny Mikołaj.
wszyscy z Laponii, on z Holandii.
mimo iż nie dostał ode mnie listu, podarował to, co lubię.
wszedł drzwiami, nie kominem.
i nawet w rękę pocałował.
mój Mikołaj to dziwny Mikołaj.
;)


wtorek, 4 grudnia 2012

przemijanie.

(prawie)martwa natura w grudniu za wszelką cenę chce być symboliczna,
jakby pochylał się nad nią Wyspiański z pędzlem.
nie pomyliły mi się miesiące, nie przepadam za jabłkami, nie umiem robić takich serwet.
wkraczam w błogi czas adwentu, znając odpowiedź na zagadkę Sfinksa.