O mnie

Moje zdjęcie
ja, baba z baby, czyli matrioszka. słucham jazzu. dla animuszu. wchłaniam literaturę. wziewnie. piszę. oraz fotografuję. subtelno-zachłannie. na przemian, albo przemiał. projekt FOTOszeptów dojrzewał w mojej głowie bardzo długo. powstał o czasie koloru turkusowego, kiedy zrozumiałam, że słowa piętrzące się we mnie są równie ważne jak obrazy wokół.

wtorek, 29 maja 2012

to może ja wreszcie opowiem/pokażę, jak było.

Nawiązując do wydarzeń w rocznicę ślubu, to MążPrywatny zgotował mi wieczór nad wyraz miły, czego nie zapowiadał cały dzionek spędzony na zajęciach uczelnianych. Była kolacja w niezwykle klimatycznej pierogarni (ze zarezerwowanym stolikiem u okna na pięterku z widokiem na ratusz i ze świeczkOM w kształcie wanienki kOMpielowej i z bukietem tulipanów, które najpierw były białe, a następnego dnia zrobiły się brudnoróżowe - podobne do takich, jakie miałam na ślubie).





Był spektakl w Teatrze Komedii pt. "Mayday 2" (tu też należą się pomysłodawcy brawa, ponieważ o ile na ogół wolę sztuki ciężkie w odbiorze, tak po całodniowej dawce nauk wszelakich, dalsze losy taksówkarza - bigamisty były wyborem przednim, obśmiałam się bowiem jak norka). Uwieńczeniem był nocleg w obrzydliwie drogim hotelu.

I właściwie ów hotel przyćmił całą resztę. Co tu dużo gadać, zachowałam się jak prowincjonalna gąska, co pierwszy raz wyjechała poza rogatki własnej mieściny. Krążyłam po apartamencie w tę i nazad, siadałam, wstawałam, znów krążyłam. Kąpiel w ogromnej wannie + zmęczenie + litrowa butla wina spowodowało, że usnęłam wcześniej, niż zaplanował mój Mąż ;>



Rano obudził mnie kac. I ból głowy. Z dalszych planów świętowania zmuszeni byliśmy zrezygnować. 2 musujące aspiryny podreperowały doraźnie mój wizerunek, toteż obrzydliwie drogi hotel opuściłam z podniesioną głową, dumnie krocząc wzdłuż holu.

Wieczorny recital Edyty Geppert dopełnił dzieła. Półtoragodzinny koncert ewidentnie wzniósł nas na emocjonalne wyżyny. A sama artystka to mniej smutna i poważna była, niż wykreowana w telewizorni. Nawet się z nami obfotografowała, i płytę podpisała, i życzliwie pokonwersowała, i uścisnąwszy dłonie, życzyła wszystkiego dobrego.

Zatem do następnego!

MY :)  




środa, 23 maja 2012

rozbita_literatka.

Wiem, wiem, że miałam ja to wszystko opisać, co miało miejsce w okolicach rocznicowych. Niestety uczynić tegoż natenczas nie mogie, albowiem mam sesję. Copółroczna galopada myśli, publikacji, literatury i kultury. Wysiadam, jakem trzeźwa!


Chce mi się buczeć nad hinduizmem, judaizmem a nawet buddyzmem. Nad Iwaszkiewiczem, Lechoniem i Nałkowską. Nad kulturą masową wg Kłoskowskiej, nad kulturą a cierpieniem wg Freuda oraz nad symbolem w kulturze wg Pietraszki.


Nie mam czasu. Nie mam ambicji. Nie cieszy mnie słonko, a także nowo nabyte buty. Siedzę w pidżamie, mam obgryzione paluchy, nie posiadam żadnej fryzury.


Acha, i jeszcze do soboty mam oddać część licencjatu, a zasadniczo, to jakby powiedzieć, nie określiłam się jeszcze tematycznie. Przysięgam!


Był temat lalek w kulturze, ale cała sensowna literatura napisana jest w języku niemieckim, więc danke szyn.
Był temat autobiografii, ale ta Iwaszkiewiczowa nudna w gruncie rzeczy (Gabrielle - jeszcze raz dziękuję za pomoc. Wysłałam maila podziękowawczego :) 
Był temat samobójstw, ale w mojej obecnej sytuacji mogłabym go potraktować zbyt dosłownie ;)


 

niedziela, 13 maja 2012

13 maja - rocznica papierowa ;)

To był piękny dzień.
To był piątek.
Trzynastego.

W pewnych względach jestem cholernie sentymentalną gęsią...
Wtedy płakałam na Ave Maria, dziś płakałam na koncercie Edyty Geppert.

Ale o tym opowiem jutro :)



piątek, 11 maja 2012

wniosek urlopowy. a nawet dwa.

Wniosek nr 1.


Swój urlop należy ściśle ustalać z planami sąsiadów zza ściany, by później nie zostać zaskoczonym przez ich remont. Grozi to nerwicą reaktywną i pejoratywnie wpływa na postępy w nauce czy pisanie elaboratów.


Wniosek nr 2.


Urlop należy także uzgodnić z pracownikiem Spółdzielni Mieszkaniowej działu Tereny Zielone, by nie musieć wysłuchiwać czterogodzinnego warkotu kosiarki za oknem. Oczywiście, że okno można zamknąć. Przy obecnej pogodzie grozi to jednak uduszeniem w pomieszczeniu zamkniętym.


Literatka_doświadczona. 


 

wtorek, 8 maja 2012

szczyt głupoty, lenistwa czy pracowitości?

Wziąć 3 dni urlopu celem napisania licznych esejów i nauczenia się 100 pojęć na filmoznawstwo.


___________


Czytelników (NIE) uprasza się o szczerość odpowiedzi ;> 

niedziela, 6 maja 2012

o snach, pieniądzach i dziwnym małżeństwie Iwaszkiewiczów.

Nie jest dobrze. Nocami śnią mi się Niemcy, co zrzucają buczynę z helikopterów. Ponadto strzelają, przez co muszę kryć się w polach z kukurydzą. To wszystko przez sesję i stos nieprzeczytanych, nienapisanych, nienauczonych materiałów. Jak nic!


Ostatnio nocą wracałam taksówką (to już jawa, nie sen!), mając w torebce trzy tysiące polskich złotych! Wspaniałomyślnie wręczyła mi je A. bojąc sie, że jej nocne eskapady z taką gotówką zakończą się deficytem powyższych. Luuuz. Pal sześć, że mógł mi kto dać w łeb w okolicach Żabki, ale jakby mnie okradli z koperty, to musiałabym zaciągnąć kredyt. W providencie chyba, bo w normalnym banku już mam.


Oraz tradycyjnie źle się odziałam. W Internecie prognoza pogody wskazywała deszcze, burze i globalne ochłodzenie. W efekcie grzało jak cholera, a ja w botkach za kostki, getrach i golfie. 


Jutro idę do pracy w japonkach, choćby, kurna, lało i grzmiało! O! 


A'propos pracy, to ja znów mam prośbę do Was, drodzy Czytacze. Poszukuję otóż pilnie jakniewiemco książki pt. "Dzienniki i wspomnienia" Anny Iwaszkiewiczowej (rok wyd. 2000). Nie ma w bibliotekach, nie ma na aukcjach, nigdzie nie ma.
Ktokolwiek widział, ktokolwiek słyszał... 


 

środa, 2 maja 2012

23 dni do sesji.

1 maja zainaugurowalim grillem 30 kwietnia. Postanowiłam nie pić, toteż nie odpowiem na pytanie, jak smakuje duet: parówki & pałacowa. Teraz nie odpowiem, ale parol daję, iż kiedyś przetestuję ;>

Impreza zakończyła się wtedy, kiedy powinna była. Większość krzyczała, tańczyła oraz traciła przyczepność z podłożem. MążWłasny trzymał się całkiem dzielnie, jednak tuż przed pójściem spać, stanowczo odmówił wzięcia prysznica. Wyluzowałam. Jeszcze by mi się chłop potopił we brodziku.

Powrót w domowe progi natychmiastowo uprzytomnił mi, że maj się zaczął i ewidentnie trza się wziąć do roboty. Stosy książek ustawiły się w porządku priorytetowym. Jedna na drugiej. Na pierwszy ogień idzie Nikifor. Tak, tak, ten malarz z Krynicy. Później się zobaczy.

A, i niejako służbowo muszę założyć stronę (blog?). Strona ma być poważna, nie takie tam pitu pitu, jak tu. Normalnie o kulturze wszelakiej z naciskiem na recenzencki ton. Z imienia i nazwiska, toteż żadnych głupot, prywatnych wynurzeń czy utyskiwań na świat. Ot pusta_literatka - kulturoznawca. No i co za tym idzie, Mleczarnia, póki co, musi być zawieszona, bo przeca nie będę dublować wpisów.

W związku ze związkiem mam dla czytelników 2 zadania domowe, gdyż sama wyczerpałam pokłady umysłowe:

1. Gdzie założyć ową stronę i czy np. blogspot to dobre miejsce? (blox odpada, od razu uprzedzam).

2. Propozycje nazwy, najlepiej 1-2 członowe. Magiel, tygiel... bo to mieszanka kulturowa ma być. Można słać na maila ;>

Dziękuję za uwagę, życzę twórczych myśli i do następnego.