O mnie

Moje zdjęcie
ja, baba z baby, czyli matrioszka. słucham jazzu. dla animuszu. wchłaniam literaturę. wziewnie. piszę. oraz fotografuję. subtelno-zachłannie. na przemian, albo przemiał. projekt FOTOszeptów dojrzewał w mojej głowie bardzo długo. powstał o czasie koloru turkusowego, kiedy zrozumiałam, że słowa piętrzące się we mnie są równie ważne jak obrazy wokół.

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

przedmajówkowy falstart.

Luuudzie, jakie u nas wichury byłyyy. Normalnie halny w środku dnia. Łamało gałęzie, przewracało okoliczne kosze na śmieci, przesuwało ławki parkowe. Przed wyjściem z domu włożyłam sobie po cegłówce do kieszeni oraz przywiązałam się do MężaWłasnego smyczą automatyczną. W razie czego, mówię, łap i nie puszczaj, bo Ci odlecę. Nie wyczułam niepokoju w jego minie, o dziwo!

W markecie wszyscy mieli pomierzwione fryzury, więc mój imidż a'la CC.Catch z lat 80. nikogo zaprawdę nie szokował. Karkówki ani schabu nie było, niczego w sumie nie było! Wszystko wykupione jakby wojna nadchodziła! Nic to, pojedziemy dziś na grilla z parówkami z indykpolu (dzie-się-cio-ma, bo mamy 2 paczki foliowane po 5). Oraz ze wódką pałacową.

A propos wódki, to cena butów poniższych, którą to podlinkowała wczoraj klacz, zmusiła mnie li i tylko do lekkiego upicia się. Lubelską żurawinówką.

Witaj maaaajowa jutrzeeenkoooo!

sobota, 28 kwietnia 2012

buty pilnie poszukiwane.

Majówka szykuje mi się bycza, że tak powiem. W książkach, notatkach, kserówkach i innych szpargałach o tematyce kulturowej. Na tendencyjne pytanie: co robicie w dłuuugi weekend, odpowiadam rzewnie: będziemy się uczyć. Wówczas pada przeciągłe: obooojeee?

A nawet jeśli sama, to jakie to ma znaczenie dla reszty? Ano żadnego, skoro reszta też siedzi w domu, bo przeca nie pojedzie zwiedzać Sandomierz czy inny Malbork, kiedy ja mam do napisania milion pińcet esejów i recenzji.

Tyle tytułem narzekania.

A, i dziś wreszcie zaświeciło prawdziwe słonko. Szkoda, że tego nie przewidziałam, wychodząc z domu ubrana w brązowe skó-rza-ne spodnie. W połowie drogi tyłek plus nogi miałam mokre. Po powrocie targały mną obawy, że zedrę je z siebie wraz ze skórą własną.

W zakresie wizerunku osobistego to poważnie mi odbija. Aktualnie zakochałam się w tym oto obuwiu i ktokolwiek wiedziałby, gdzie takowe nabyć - błagam o kontakt. Cena (nie)GRA rolĘ! ;)





Zdjęcie pożyczone z Internetu, nogi są własnością Justyny Steczkowskiej. 

Przy okazji mile widziane adresy sklepów z atestowanym sprzętem ortopedycznym ;>

czwartek, 26 kwietnia 2012

list.

Szanowny Panie Ambroży,


mój dorosły mąż podczas prasowania osobistych koszul ogląda Akademię Pana Kleksa z nośnika CD. Na domiar twierdzi, że tak naprawdę woli Podróże... Argumentując to orientalizmem.


Pozdrawiam z Przylądka Gawędziarskiego i czekam na rys psychologiczny wyżej wymienionego,


zdumiona_żona 

czwartek, 19 kwietnia 2012

bestseller z matką Madzi, czyli o różnicy między prawdziwą literaturą a papierem toaletowym

Cztery dni siedziałam nad wnioskiem pracowym. Taka pisanina strasznie ogłupia, że już o sensie produkcji tegoż nie wspomnę. Bez odpowiednio szerokich pleców ani minister kultury, ani wojewoda dolnośląski, ani inny ważny w garniturze nie pchnie sprawy dalej. Złote czasy dotacji unijnych skończyły się prawdopodobnie bezpowrotnie, ot co.

W przybytku doradztwa rolniczego wpadłam w ramiona bliskiego kolegi z LO, którego to widziałam ostatnio bodaj na rozdaniu świadectw (nie)dojrzałości. Zmężniał, ożenił się, jest dyrektorem. Z zawodu ;>

Wpadłam również w wir zakupów allegrowych, czego szczerze Wam odradzam. Wpierw kupiłam palto za małe, następnie kupiłam palto za duże. Oba w rozmiarze M, czyli taki, w jakim zwykłam chadzać. W efekcie mam 2 palta, które dumnie wiszą w mojej przesuwnej, efektownej szafie, a ja odziewam się w zimową odzież wierzchnią.

Poza tym wszystko u mnie w porządku. I zaprawdę cieszę się, że żyję w kraju, w którym z winnej, nieodpowiedzialnej i niedorosłej matki robi się ofiarę nagonki medialnej, przefarbowując jej dla niepoznaki włosy. I jeszcze czyni się z niej bohaterkę książki o jakże wymownym tytule: Wybaczcie mi. Wiara, nadzieja, miłość.

Pani autorce szczerze gratuluję przebiegłości marketingowej. Do tej pory wydawało mi się, że prawdziwe hieny można spotkać tylko w zoo... O!

niedziela, 15 kwietnia 2012

ale za to niedzieeela, ale za to niedzielaaa...

Niedziela minęła mi niepostrzeżenie. W dużej mierze z mopem w dłoni oraz praniu w garściach. Tak, wiem, w niedzielę należy od-po-czy-wać (Ty pocziwaj ać ja pobruszę). Ponieważ jednak w tygodniu nie dysponuję wystarczającą ilością nadmiaru wolnego czasu, sprzątam wtedy, gdy czas mam. O!


MążWłasny też sprząta. A także gubi soczewki. Notorycznie. Skutkuje to zaczerwienionymi oczami i okładami nań z dobroczynnego ziela o nazwie rumianek. 


Skoro tak przy chorobach jestem, to mnie udało się okiełznać nadchodzący milowymi krokami ból głowy. Dość banalnie. Aspiryną migrene (koniecznie 2 tabletki musujące na raz).


Przed tym tygodniem muszę rozpędzić się solidnie. Jeszcze dziś. 


 

piątek, 13 kwietnia 2012

czwartek, 12 kwietnia 2012

mentalny detoks.

Od godziny pani z telefonii komórkowej marki orange próbuje się do mnie dodzwonić celem namówienia na to, bym została z nimi przez kolejne dwa lata. Właściwie powinnam odebrać i jej grzecznie podziękować. Lub nawet niegrzecznie. Ale odebrać. Takie uciekanie to głupota...


Czasem tak mam, że uciekam. Od siebie. Od innych.
Często źle obrany kurs zmusza do powrotu.
Często dobrze obrany kurs zmusza do powrotu.


Dziś kołyszę się na dziurawej łajbie. Ani nie mam wiosła, ani nie umiem pływać.
Dziś przytłacza mnie brak słońca, zimny kaloryfer oraz cena jajek.  


Chciałabym uzależnić się od jakiegoś serialu. Tymczasem uzależnia mnie umysł.


Bynajmniej nie piękny. 

sobota, 7 kwietnia 2012

wielka sobota.

Z koszykiem przybranym barwinkiem poszlim poświęcić jadło. Ja i Mąż. WłasnyMąż. Tam okazało się, że z podstawowych dań do święcenia brakuje nam dwóch. Dwóch na cztery. Bo nie spakowałam:


1. chleba
2. soli


Dzięki wspólnej wizycie w przybytku bożym dowiedziałam się również, że przed ołtarzem leży krzyż i ten krzyż należy po-ca-ło-wać. Przysięgam, że nigdy wcześniej ani go nie widziałam, ani nie znałam rytuału. 


Nie pocałowałam. Mam zajad. W lewym kąciku. Wolałam nie zarażać całuśnych następców. 


Wesołego Alleluja! 

czwartek, 5 kwietnia 2012

przy wielkim czwartku.

Sprawa wygląda tak, że kiedy wreszcie kupiłam lżejszy płaszcz, co fachowo trenczem jest zwany i zaczęłam w nim chadzać, to przyszło globalne oziębienie, deszcze, mżawki oraz grady. Chciałam na święta prezentować się szykownie i wiosennie, przyjdzie mi ozuć się w kozaki po uda i owinąć się szalem po oczy, tak ino ino, by świat widzieć zza.


Gdy dziś w pracy "zaprzyjaźnione" stowarzyszenie, co ma siedzibę u nas na salonach wpadło z całym zarządem dzierżąc w dłoni talerz pełen jajek, to myślałam, że komizmu sytuacji nie zniesę. Miły to gest był, nie powiem, ale jakże obłudny.


W Dino sprzedają masło w kształcie baranka. Nie kupiłam. Miałabym dylemat, czy zacząć od głowy czy od d***, zadka znaczy.


A, podobno mama Madzi zostawiła list mężowi i uciekła z domu. Podobno już ją znaleźli. Rutkowski ma dość. Naród ma dość. Co wytrwalsi dalej opłacają abonament TV.