O mnie

Moje zdjęcie
ja, baba z baby, czyli matrioszka. słucham jazzu. dla animuszu. wchłaniam literaturę. wziewnie. piszę. oraz fotografuję. subtelno-zachłannie. na przemian, albo przemiał. projekt FOTOszeptów dojrzewał w mojej głowie bardzo długo. powstał o czasie koloru turkusowego, kiedy zrozumiałam, że słowa piętrzące się we mnie są równie ważne jak obrazy wokół.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Drogi Pamiętniczku.

Czy jak będę bluzgać oraz źle pisać o obecnej władzy Polszy (nie)demokratycznej to ACTA skasuje mi blog? 


A chomika to uśmierci?


I wywlecze elektroniczną korespondencję sprzed 10 lat na światło dzienne?


_______________________


Ech, czas emigrować. Choćby do Somalii. 

czwartek, 19 stycznia 2012

hej kolęda, kolęda!

Mam sesję i księdza. To znaczy grasuje gdzieś po budynku. Jak mi MążWłasny dowiezie na czas kropidełko wraz z krzyżykiem, to przyjmiemy. Inaczej nie będzie na drzwiach K+M+B=2012. Oj tam, i tak drzwi będą wkrótce wymieniane. Na nowe. Bo stare.

piątek, 13 stycznia 2012

piątek 13. 2

Równo osiem miesięcy temu wzięliśmy ślub.
Tak, to był maj. Pachniała saska kępaaa. Piątek trzynastego.
Czarny kot nie przebiegł nam drogi. Kominiarz też nie.
Od tego czasu uczymy się siebie.
Jak elementarza.

Nie, nie jestem odpowiedzialna.
Dlatego wyszłam za mąż.
Próba zrzucenia odpowiedzialności na drugą stronę została odnotowana w moim życiorysie za niemały sukces.
Odtąd co rano jestem na śpiąco wyciągana z łóżka i co wieczór do niego zaciągana.

Regularnie mam w torbie kanapki :)






 

czwartek, 12 stycznia 2012

maligna (kon)sekwencji przypadków.

W życiu bywa czasem tak, że kręgosłup moralny wygina się w znak zapytania, wnętrzości pospiesznie pchają się do góry, a lekki sen jest pobożnym życzeniem. Rany zadane samemu sobie bolą, zdaje się, najbardziej. Łatwo o zakażenie.


Jemu się uda. Musi. Gdyby tacy ludzie nie potrafili wstać, świat należałoby zamknąć. Jak nudną książkę lub drzwi do WC.

wtorek, 3 stycznia 2012

rok 2012.

W Nowy Rok wkroczyłam z rozrywającą mi łeb migreną oraz równie nieprzyjemnym PMS-em.

Fragment nocy kurczyłam się z bólu, fragment dnia spałam jak dziecię. Z menu to głównie jadłam nurofen forte oraz piłam solpadeine.

Niezapomniany wieczór. W istocie.

Z postanowień noworocznych to na tę chwilę nic sensownego nie przychodzi mi do głowy. Może stanę się bardziej poukładana, może regularnie będę dokonywać wpisów w nowym kalendarzu, który otrzymałam całkiem za darmo od zaprzyjaźnionej firmy poligraficznej, może nauczę się raz a dobrze języka obcego, jakoże te, które "znam" nie przynoszą mi chluby, może nauczę się piec kajmaka, może napiszę licencjat na tym drugim kierunku, który studiuję li i tylko dla satysfakcji własnej.

Może.

A, mam jedno marzenie przeca! Zaczynam je powoli realizować. Wizja docelowa powinna w tym roku osiągnąć poważniejsze rozmiary. Trzymanie kciuków mile widziane.

Najlepszego! :)