O mnie

Moje zdjęcie
ja, baba z baby, czyli matrioszka. słucham jazzu. dla animuszu. wchłaniam literaturę. wziewnie. piszę. oraz fotografuję. subtelno-zachłannie. na przemian, albo przemiał. projekt FOTOszeptów dojrzewał w mojej głowie bardzo długo. powstał o czasie koloru turkusowego, kiedy zrozumiałam, że słowa piętrzące się we mnie są równie ważne jak obrazy wokół.

niedziela, 29 sierpnia 2010

kwintesencja małżeństwa? ;)

Jakby się kto pytał, co aktualnie robią moi rodzice, to oni leżą w łóżku i oglądają "Białą Masajkę".


A w górach już jesień...


 

czwartek, 19 sierpnia 2010

poszukiwany przepis na ogórki.

Aj bo w ogóle to ja się ostatnio obracam we wielkim świecie. Świecie mody na przykład.
Pierwszy raz w życiu byłam na pokazie. Takim prawdziwym. Z modelkami mina a'la Karolina Malinowska i z ciuchami a'la Zień Arkadiusz chyba. Nie wliczając sukien ślubnych, których ciekawa byłam niepomiernie, bo przeca juszzzz mi nioooosom suknie z weloneeem... ;] No i tych sukien było sztuk pięć. Powtarzam p-i-ę-ć. Cztery bombko-bezy i jedna grecka, w której gdyby poobrywać kilka cekinów, to by się uwentualnie nadawała. Sobie myślę, że po prostu Donatella Versace nie zdążyła dolecieć. Ani Amanda Wakeley. Stąd tak ubogo było.

Po pokazie zamieniłam słów kilka z projektantem fatałaszków, z czego jeden sobie zaklepałam, jeno do przymiarki muszę jechać, bo w te 36 to mogę się nie wbić, zważywszy na codziennie spożywanie czipsów oraz milki karmelowej.

No i w pracy siedzę. Na spotkania służbowe latam. Garsonka. Szpilki. Kok w banan ;) Nienienie. Tak nie muszę na szczęście. Mogę w spódnicy bojówce, sukience indyjskiej, t-shircie ze żyrafom.

A t-shirt ze żyrafom wygląda tak: (wersja z przodu i z tyłu)


Tymczasem idę kisić ogórki. Mam ich całe wiadro. Oraz koper w wiązce, czosnek w ząbkach, chrzan w lasce i sól w kamieniu. Mamusia nad morzem , a córuś w garach.

Serio serio.

sobota, 14 sierpnia 2010

"żono moja, serce moje..." na czy-czte-ry!

Byłam (bo musiałam) na koncercie Piaska z domu Piasecznego. Matko, co za smęty.


W odwecie słucham teraz Tomka Stańki. Trąbka koi i każe zapomnieć o tym, żem sama w domu. Jakożem sama, zaordynowałam sobie sobotnią akcję posesja. W ruch poszły szafki, szafy i komody ciuchów pełne. Po renamencie mi wyszło trzydzieści dziewięć sztuk ubrań, w których praktycznie nie chadzam, co pozwala wyciągnąć wnioski, że są mi zbędne.


Noszę się toteż z zamiarem otworzenie lumpeksu. Coś pięknego i niedrogo - go nazwę. Albo cuda-wianki. Albo groch z kapustą. Jeszcze zobaczę.


Przy okazji puściłam też 2 prania ciemne. Do prania jasnego nie doszło, ponieważ mam tylko pół pralki odzieży i mama zabrania prać tak śladowych ilości ciuchów, bo bęben pójdzie czy inne zawiasy. Chyba przebiegnę sie po sąsiadach celem zbiórki drugiej połowy tych jasnych. Innego wyjścia nie widzę.


Oraz byłam (bo musiałam) na koncercie tego chłopaka, co śpiewa "Żono mojaaaa, serce mojeee, nie ma takich jak my dwojeee". Ludzie! Wokalista plus trzy wijące się dziumdzie plus ryczący wraz z nim tłum całego wyżej wymienionego utworu. Całego! Ze zwrotkami i ze refrenami. Młodzi, starzy, dzieci. Wszyscy na jednopolskonute: Żono mojaaa.


Toć to fenomen jaki. Społeczny :]


Oraz babcia przyniosła mi babkę.


PiaskowOM.


 


 

czwartek, 5 sierpnia 2010

48 lat temu.

Leżącą na łóżku, z bezwładnie zwisającą głową i słuchawką telefoniczną w ręku, nagą Marilyn znalazł jej osobisty psychiatra - dr Ralph Greenson. Wokół ciała 36-latki, ubranej jak co noc "wyłącznie w zapach perfum" walały się puste opakowania po środkach nasennych i lekach antydepresyjnych...