O mnie

Moje zdjęcie
ja, baba z baby, czyli matrioszka. słucham jazzu. dla animuszu. wchłaniam literaturę. wziewnie. piszę. oraz fotografuję. subtelno-zachłannie. na przemian, albo przemiał. projekt FOTOszeptów dojrzewał w mojej głowie bardzo długo. powstał o czasie koloru turkusowego, kiedy zrozumiałam, że słowa piętrzące się we mnie są równie ważne jak obrazy wokół.

poniedziałek, 26 lipca 2010

tak po krótce.

Wróciłam. Rumiana, cała, z nieco zszarganymi nerwami, czego zasadniczo można było się spodziewać. O tym gdziem była i co robiła, opowiem jutro. W każdem bądź razie jako nie_matka_polka z całą odpowiedzialnością mogę rzec, iż "wypoczynek z dziećmi" to jakiś absurdalny oksymoron. To nie wypoczynek, to orka na ugorze ;) I doprawdy nieważne czy dzieci są własne, czy też cudze. Nienienie.


A jedna kolonistka miała na imię Liwia. Jak margaryna czy wymyślam?


A jeden chłopczyk wieczór w wieczór płakał za mamą.


A dzieci z pewnego pokoju przez cały pobyt podmywały się w misce, bo myślały, że prysznic nie działa.


A jak budzik dzwonił o siódmej, to warczałam wraz z nim.


 

niedziela, 18 lipca 2010

rewelacja na Bałtyku, lody lody na patyku.

A już za dwie ha wyjadę w następną turę wakacjo-pracy. Kierunek Świnoujście.


Ja, PMS i autokar rozbestwionych dzieciaków.


Tym razem nie życzcie mi słonka, życzcie mi wytrwałości ;)


_______________


I jeszcze dialog tel. z Chałup mnie się przypomniał:
- Eee, zawiedzione jesteśmy, bo było mało golasów.
- Czego nie było? Gulaszu?


Taaa.

sobota, 17 lipca 2010

o plaży nudystów i innych atrakcjach oczyma ryczących trzydziestek :]

Byłaś nad morzeeem? A coś słabo opalona.

No ja za takie puenty to dziękuję bardzo serdecznie!
Człowiek topił się w 40. stopniach. Pot ciekł po dupie. Brak tchu. Poparzenia 1 stopnia. Piekący dekolt. Wysyp piegów. Wszystko w imię morskiej, mahoniowej opalenizny! :)

Wróciłam. Zdrowa, wypoczęta i gotowa na kolejny urlop.

Powiedzmy sobie szczerze, że Chałupy to straszna dziura za to z ogromną plażą. 3 smażalnie, 1 bankomat (2 dni nieczynny), żadnego pubu, reszta zamykana o 23. A tak je rozsławił Wodecki!

A propos golasów. Byłyśmy. Widziałyśmy. Pię-ciu. Para mieszana, para męska oraz obleśny stary dziad, który w drodze powrotnej wyrósł nam na skraju lasku niczym spleśniały grzyb. W całej swej obrzydliwej okazałości. Ble. Adze, która trawiła właśnie poziomkę wyraźnie zrobiło się niedobrze ;]

Krótki to wyjazd był, ale wyjątkowy. Babskie głupawki, nierozgarnięte dialogi, polowania na owady, pobudka skrzeczących wróbli o 5 nad ranem, trąbiący tuż za oknem pociąg, regionalny remus. Entuzjazm pobierającej lekcje kitesurfingu Ku. bezcenny.



To tylko mój cień chodzi po plaży.

piątek, 9 lipca 2010

Chałupy welcome to :)

Tak na szybkiego wieści, gdyż jak w tytule.


Sesję egzaminacyjną położyłam, uniknąwszy co prawda niedostatecznych ocen w indeksie, tym niemniej kampania wrześniowa czeka na mnie radośnie, witając chlebem i solOM. Czemuż tak się stało, pominę, ponieważ nie mam czasu. Obecnie. Bom w pracy. A już za kilka godzin, za godzin parę wezmę plecak swój i gitaaarę ;)


Nad morze polskie bałtyckie zimne brudne, acz nasze jadę.


Wczoraj zrobiłam pranie rzeczy ciemnych. Suszą się. Nie kupiłam stroju, bo żaden mnie się nie podobał. Trudno. Wystąpię w tym sprzed komunii św. Najwyżej dziewczyny wstydzić się za mnie będą i wygnają na inny kocyk.


Boszzz. Dopiero to do mnie dotarło. Cztery znające się jak łyse klacze baby w jednym pokoju, w jednym miejscu, na jednej plaży. A każda z czterech inna. Trzy leniwce i jedna sportowa aktywistka. Trzy brunetki i jedna blondynka. Wszystkie z poważnym uszczerbkiem psychicznym, co przekłada się na ich życia tak zwane osobiste :)


Nie jestem spakowana. Nie mam torby. Mam zarośnięte brwi oraz dezodorant antyperspiracyjny marki lady speed stick o podnazwie cool girl.


Z takim bagażem musi być dobrze. No musi :)

piątek, 2 lipca 2010

muzułmanizm. między wierszami.

W tematyce studiów mam jedną wątpliwość egzystencjalną:
Po co mi to kur** było? Mianowicie.

A mogłam wracać w piątek w pracy i rozkoszować się wolnym weekendem.
A mogłam jeździć do Wrocławia li i tylko w celach towarzyskich.
A mogłam po kryjomu w pracy drukować najnowsze kroje sukni ślubnych, a nie no-tat-ki.

A mogłam!

Tymczasem marzy mi się czytanie literatury pięknej na tarasie nadbałtyckiego hotelu, co ollllinkluzif serwuje malibu z mlekiem łaciatym oraz tonik choćby bez dżinu.

Tymczasem poza światem żyję realnym, nie wiem co u moich znajomych na nk, nie wiem, jak starcia prezydenckie, nie wiem kto wyleciał z mundialu. Nic nie wiem normalnie!

Za to w meczecie byłam. Takim prawdziwym, muzułmańskim. A nawet ukradkiem zdjęcia poczyniłam. Oto i one.