O mnie

Moje zdjęcie
ja, baba z baby, czyli matrioszka. słucham jazzu. dla animuszu. wchłaniam literaturę. wziewnie. piszę. oraz fotografuję. subtelno-zachłannie. na przemian, albo przemiał. projekt FOTOszeptów dojrzewał w mojej głowie bardzo długo. powstał o czasie koloru turkusowego, kiedy zrozumiałam, że słowa piętrzące się we mnie są równie ważne jak obrazy wokół.

środa, 7 kwietnia 2010

co ja jeszcze chciałam.

A! To moje nowe hobby wiążę się poniekąd także z innym moim nowym hobby, bo otóż mianowicie oprócz szukania przytulnego M-4 (tak, tak, bo ja się uparłam proszę Papaństwa na salon, sypialnię oraz 3 pokój niewiadomoczemusłużący), rozmyślam także nad sensownym rozbujaniem tej mojej firmy, o której trułam tu czas jakiś temu, angażując umysły czytaczek (czytaczy?) w kreowanie mi nazwy chwytnej, acz niebanalnej. Było o tym TU i TU. Jeden mój znajomy skwitował to krótkim: zajęłabyś się korkami z polskiego, a nie cu-do-wa-ła.


Ja przepraszam, ale czasy Stasi Bozowskiej mam już za sobą, gdzie z uporem maniaka wpajałam tumanom, że Krasiński to nie ten sam, co Krasicki. I że Kraszewski to jeszcze kto inny!


Wracając do uwag kolegi, po tego typu zachętach zamykam się w sobie jako ten pąk tulipana o zmierzchu i nie cu-du-ję. Człapię pokornie do pracy, która dla jasności, sprawia mi ogromną frajdę, ale okazuje się, że oprócz frajdy, potrzebna mi spora gotówka na te cholerne mieszkanie.


Podczas mego niebytu odrestaurowałam też kolejną bardzo ważną znajomość, dowiedziawszy się, że ta znajomość za miesiąc zostanie mamą Marysi, a teraz póki co na ogół leży, gdyż doraźna tusza nie pozwala na nic innego.


Ludzie rodzą dzieci, proszę Papaństwa. Kobiety ściślej, z którymi wiązały mnie niegdyś bliskie więzy i do teraz okazują się ważne. Cieszę się ich szczęściem. Uśmiecham do siebie. Obsadzam w przyszłe role nadopiekuńczych matek, co jeszcze kilka lat temu biadoliły przy piwie nad swoim staropanieństwem, trudnym charakterem i omujborzerzadenmieniezehce.


Chyba zaczęłam przynudzać niczym Słota Przecław w swym "O zachowaniu się przy stole".


Żegnam Was zatem wiadomością prosto z Internetu, przez którą to dziś oplułam w pracy monitor:


Radnego Płowdiw, drugiego największego miasta w Bułgarii, na początku marca przyłapano na tym, że podczas debaty nad budżetem na ekranie służbowego laptopa doił wirtualną krowę. W kraju wybuchł skandal. Ujawniane są kolejne przypadki aktywności urzędników w sieci.


I ja Was proszę, nie czyńcie jak bułgarscy radni. To już lepiej lećcie w kulki.


Choćby dosłownie :)


 


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za chwile, jakie Wam kradnę.
za słowa, zadumę i niekontrolowane wybuchy śmiechu.
za wrażliwość.

ps. moderowanie komentarzy włączyłam nie po to, by je przesiewać, tylko dla własnej wygody. dzięki temu wiem, kto zostawia swój ślad w postach starszych niż 3 dni. reszta to żywioł ;>