O mnie

Moje zdjęcie
ja, baba z baby, czyli matrioszka. słucham jazzu. dla animuszu. wchłaniam literaturę. wziewnie. piszę. oraz fotografuję. subtelno-zachłannie. na przemian, albo przemiał. projekt FOTOszeptów dojrzewał w mojej głowie bardzo długo. powstał o czasie koloru turkusowego, kiedy zrozumiałam, że słowa piętrzące się we mnie są równie ważne jak obrazy wokół.

środa, 16 grudnia 2009

ogłoszenie matrymonialne.

Mamusia w sposób niedosłowny daje mi do zrozumienia, że na mnie już pora... gromadzi mi toteż posag.
Na stanie mam szejker oraz taką miskę wielofunkcyjną, co się nazywa tajemniczo Liliana. Oba produkty z domokrążnej firmy, co robi prezentacje, daje skosztować wgapionym jak szpak w pięćdziesiąt groszy kurom domowym, po czym wciska michy aż miło. No i mamie wciśnięto. Wraz z gratisem w postaci przepisu na ptasie mleczko.


Dziadziuś mój (świętej pamięci) też za żywota postanowił zadbać o moją przyszłość, kupując drogą podobną, co mamusia gary ze stali nierdzewnej, szlachetnej, z pięcioma dnami pewnej szwajcarskiej firmy, za które wywalił chyba ze sześć emerytur. Jakoże to również prezent weselny - nie dostałam go do rąk własnych, bo wiadomym jest, że literatka to panna. Podstarzała zasadniczo. I we welonie po ślubnym kobiercu jeszcze nie stąpała.


Mam też kołdrę plus dwie poduszki plus kapę. Ale nie, że pierzynę ze wsypem z piór gęsich, co jak się ją naciągnie pod brodę, to się jest przykrytym samą poszwą, bo całe opierzenie ptactwa idzie w nogi. Nie! Mam zestaw z ekologicznych, antyalergicznych merynosów norweskich, proszę Papaństwa, jeno używać go nie mogę z powodu jak wyżej.


Zima idzie. Zimno pod kołdrą. Szukam męża.


Mąż nie może być cudzy ;> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za chwile, jakie Wam kradnę.
za słowa, zadumę i niekontrolowane wybuchy śmiechu.
za wrażliwość.

ps. moderowanie komentarzy włączyłam nie po to, by je przesiewać, tylko dla własnej wygody. dzięki temu wiem, kto zostawia swój ślad w postach starszych niż 3 dni. reszta to żywioł ;>