O mnie

Moje zdjęcie
ja, baba z baby, czyli matrioszka. słucham jazzu. dla animuszu. wchłaniam literaturę. wziewnie. piszę. oraz fotografuję. subtelno-zachłannie. na przemian, albo przemiał. projekt FOTOszeptów dojrzewał w mojej głowie bardzo długo. powstał o czasie koloru turkusowego, kiedy zrozumiałam, że słowa piętrzące się we mnie są równie ważne jak obrazy wokół.

czwartek, 3 września 2009

i?

Zasadniczo to ja jeszcze nie wyczerpałam tematu Krakowa, bo nie powiedziałam o rzeczy najważniejszej. O kursie znaczy. O letniej szkole znaczy. O szkole artystycznej, do której chadzałam każdego popołudnia, gdzie pobierałam nauki w zakresie wizażu i stylizacji. I o ile z wykonanywaniem make-upów miałam już w swym życiu do czynienia, tak kurs z wizerunku przyniósł mi sporo wartości, ale też chaosu.


Po kolei.


Zapisałam się, bo mnie TO bawi i mam zamiar TO spożytkować jeszcze nie do końca wiem w jaki sposób.
Szkoła profesjonalna, wykładowcy również. Pan od malowania lic rzeczowy, gustowny, z własną ścieżką edukacyjną. Pani od mody to projektantka, wykładowca historii sztuki na ASP, babka wymagająca, rygorystyczna, kardynalna w poglądach, ale potrafiąca słuchać czyichś argumentacji. Słuchaczki to osiem baaaardzo zróżnicowanych dziewuch, z czego kilka pustych jak wydrelowane śliwki. Ot takie dziumdzie ceniące szybkie bmw na szosie i mieniący się brokat na powiece. Z tymi się nie zaprzyjaźniłam. Właściwie z nikim nie zawarłam przyjaźni, bo nie po to się tłukłam tam tyle kilosów.


Reasumując, poznałam historię mody od zarania dziejów, poznałam rozmaite kroje i fasony, struktury i barwy. Wiem, co to multiplikacja oraz czym tak naprawdę jest biznesklasa. Wiem, że skóra poszerza, a tafta się poci. Wiem, że żółty z granatem, ale biały nie z żółtym. Wiem, że nie jestem ani gruszką (na szczęście), ani też klasyczną klepsydrą (niestety). Wiem też, że typy kobiecej urody to tylko gazetowe szablony, które nijak się mają do rzeczywistości, bo większość z nas to typy mieszane.


Dużo się dowiedziałam, bardzo dużo, ale nie będę się tu teraz wymądrzać.


Faktem jest, iż poniosłam klęskę na gruncie osobistej analizy kolorystycznej.


Czemuż to, ach czemuż? Bo dlatego ponieważ że kolor BRONZOWY to w świecie fashion kolor NUDNY i NIJAKI.
A BRONZOWY to mój ulubiony, tak?
Czyli że przez 32 lata (słownie trzydzieści dwa lata) wiało ode mnie NUDOM jak od wyposzczonego baptysty!


Miło, zaprawdę!


Ale to nie koniec koszmaru z życia pustej_literatki ;]


Otóż wyjszło, że do twarzy mi w RÓŻU. Najlepiej bladym.


Oraz we FUKSJI.


I wobec faktów powyższych ja się zapytuję Państwa, jak żyć z taką wiedzą?
Jak RZYĆ? ;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za chwile, jakie Wam kradnę.
za słowa, zadumę i niekontrolowane wybuchy śmiechu.
za wrażliwość.

ps. moderowanie komentarzy włączyłam nie po to, by je przesiewać, tylko dla własnej wygody. dzięki temu wiem, kto zostawia swój ślad w postach starszych niż 3 dni. reszta to żywioł ;>