O mnie

Moje zdjęcie
ja, baba z baby, czyli matrioszka. słucham jazzu. dla animuszu. wchłaniam literaturę. wziewnie. piszę. oraz fotografuję. subtelno-zachłannie. na przemian, albo przemiał. projekt FOTOszeptów dojrzewał w mojej głowie bardzo długo. powstał o czasie koloru turkusowego, kiedy zrozumiałam, że słowa piętrzące się we mnie są równie ważne jak obrazy wokół.

poniedziałek, 29 czerwca 2009

obrazek rodzinny.

Zainfekowano mnie dramatem pewnej rodziny. Duchowo zainfekowano. Na tyle, że próbowałam wcielić się w rasowego psychologa i ze spokojem w głosie pytać, radzić, konstatować.
Cholernie trudna rola i raczej syzyfowa.
Bo jak pomóc komuś, kto ma na głowie odpowiedzialność za dwóch synów, w tym jednego z zespołem Downa, dożywotnie umowy rolne w ramach dofinansowań unijnych i męża awanturniko-alkoholika ze zwidami i skłonnościami samobójczymi?


- Bo mogła nie odcinać, jak już wisiał!


Hmm. No jasne, że mogła - w duchu trawię nieswoją wypowiedź - tyle, że z takim psychicznym balastem sama wkrótce zawisłaby w tej samej stodole, na tej samej belce, nad tym samym czerwonym kultywatorem, który pewnie jeszcze nie raz spulchni ich wspólne niwy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za chwile, jakie Wam kradnę.
za słowa, zadumę i niekontrolowane wybuchy śmiechu.
za wrażliwość.

ps. moderowanie komentarzy włączyłam nie po to, by je przesiewać, tylko dla własnej wygody. dzięki temu wiem, kto zostawia swój ślad w postach starszych niż 3 dni. reszta to żywioł ;>