O mnie

Moje zdjęcie
ja, baba z baby, czyli matrioszka. słucham jazzu. dla animuszu. wchłaniam literaturę. wziewnie. piszę. oraz fotografuję. subtelno-zachłannie. na przemian, albo przemiał. projekt FOTOszeptów dojrzewał w mojej głowie bardzo długo. powstał o czasie koloru turkusowego, kiedy zrozumiałam, że słowa piętrzące się we mnie są równie ważne jak obrazy wokół.

niedziela, 19 października 2008

wspomnień czar.

Po tamtym weekendzie zostały tylko miłe wspomnienia, po tym, powiedzmy sobie szczerze, też. Z tymże ten od tamtego różnił się kolosalnie. Bo o ile tydzień temu szarżowałam po Wrocławiu w towarzystwie koleżanek O. i A. tak tego weekendu siedziałam na ogół w kucki na mym szezlongu z trzema książkami na przemian w ręku.

Był oczywiście nalot na galerie fatałaszkowo-perfumeryjne, było obżarstwo w pizza hut, gdzie tradycyjnie od progu dostałyśmy głupawki i w tym nieuzasadnionym stanie z trudem dobrnęłyśmy do końca posiłku, była kawa w kawowym niebie i jazda na gapę też była. Ta miała miejsce podczas powrotu od trzeciej koleżanki, która tuż przed moim przyjazdem postanowiła zachorować na oskrzela i żeby ją ujrzeć, trzeba było się do niej pofatygować osobiście.

Nabyłyśmy też spodnie. Takie same spodnie. Eleganckie spodnie dodam. Ja nabyłam, bowiem jako pracownik kultury w dosłownym tego słowa znaczeniu muszę czasem wyglądać kulturalnie, a nie jak zabłąkana artystka, O. nabyła z dwóch powodów: 1. bo to jedyne materiałowe spodnie w jej rozmiarze zdatne do noszenia, jakie z niej nie zlatywały. 2. bo jako pracownik prawa w dosłownym tego słowa znaczeniu musi czasem wyglądać prawo (???) Godnie znaczy. Należycie. 

Na wrocławskich ulicach miałyśmy też tak zwane branie. Niekoniecznie u stylowych studentów kulturoznawstwa, niemniej ego nam napuchło, gdy pan w wieku naszych ojców konspiracyjnym szeptem rzekł na ulicy Oławskiej (i tu będzie mocna parafraza): że swego siusiaka lubieżnie wsunąłby w nasze wąskie wnętrza. Niesmak wyznania mam do dziś. Podejrzewam, że koleżanka O. podobnież ;]

Drugie branie miało miejsce o zmroku, kiedy to pan w wieku podobnym, co ten wyżej, tyle, że pijany, prosił nas o rozsunięcie mu rozporka... Zasadniczo to prosił o to koleżankę A. która minęła go w stroju atrakcyjnym, acz kusym. Obok niej kroczyłyśmy niczym słuchaczki II roku teatrologii (dżinsy z obrębanymi nogawkami i równie nierzucające się w oczy palta).

Kultury nie zażyłyśmy wcale.

Z przyczyn od nas niezależnych.

Tak jakby.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za chwile, jakie Wam kradnę.
za słowa, zadumę i niekontrolowane wybuchy śmiechu.
za wrażliwość.

ps. moderowanie komentarzy włączyłam nie po to, by je przesiewać, tylko dla własnej wygody. dzięki temu wiem, kto zostawia swój ślad w postach starszych niż 3 dni. reszta to żywioł ;>