O mnie

Moje zdjęcie
ja, baba z baby, czyli matrioszka. słucham jazzu. dla animuszu. wchłaniam literaturę. wziewnie. piszę. oraz fotografuję. subtelno-zachłannie. na przemian, albo przemiał. projekt FOTOszeptów dojrzewał w mojej głowie bardzo długo. powstał o czasie koloru turkusowego, kiedy zrozumiałam, że słowa piętrzące się we mnie są równie ważne jak obrazy wokół.

wtorek, 18 grudnia 2007

sprawozdanie raz!

Całość odbyła się bez większych wpadek, zastrzeżen i poślizgów, (za wyjątkiem ślizgawki na górce obok) przy temperaturze -3 o godz. 19 . Dostałam w przydziale nieco zabudowany namiocik przy scenie, toteż wiało mi tylko od frontu. Oczywiście odziałam się odpowiednio grubo, co dostarczyło mi już na wstępie od pana technicznego komplementa niebanalnego, który to pan techniczy rzekł:

- (tu padło moje imię) powiedzmy, że pusta_literatko, wyglądasz dziś jak junkers. (błehehe)

Zamknęłam się w sobie, nie wiedząc, co począć: czy czekać na darmową dostawę gazu czy na przeczyszczenie mi dyszy?! ;]

Stan Borys. Hm. Liryczny i upoetyzowany. Unorwidzony zbyt mocno jak na takie masówki. I skakać nie było przy czym, nad czym ubolewałam, bowiem ja na koncertach należę do grupy pchającej się łokciami pod scenę i skaczącej radośnie i drącej ry... buzię znaczy na cały regulator (bez względu na znajomość tekstów czy nie). Na Annie można było co najwyżej zrobić falę ze wspomaganiem rąk. Nuuuuda. Jeśli zaś chodzi o moją wyczekiwaną Jaskółeczkę uwięzioną, to wersja Borysa sprzed lat 30. na CD jest lepsza niż wersja Borysa 65-letniego na żywo. Smutne, ale tempora mutantur...

Jakoże rum z Czech nie dotarł na czas, o imbirze Frosiowym przeczytałam post factum, zmuszona byłam raczyć się grzańcem marki... no właśnie nie wiem jakiej, tani sikacz a'la cherry ze szczyptą cynamonu, chyba Kopnięcie Bizona! I kopnęło... Aj, bo pić kazali, póki gorące, bo inaczej nie rozgrzeje od wewnątrz i na nic taka robota. Kolega dErektor był mi zakupił nawet jedną kolejkę we firmowym kubeczku specjalnie na to święto wyprodukowanym we fabryce ręcznie zdobionej porcelany w Koluszkach Środkowych. I ja  kubeczka pilnowałam jak oka w głowie własnej. Pilnowałam. Pilnowałam.

Po czym do domu wróciłam bez kubeczka, za to z trzema rolowanymi kalendarzami także drukowanymi na tę okoliczność we fabryce drukarskiej imienia Jana Gutenberga w Szalejowie Dolnym.

Pod pachą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za chwile, jakie Wam kradnę.
za słowa, zadumę i niekontrolowane wybuchy śmiechu.
za wrażliwość.

ps. moderowanie komentarzy włączyłam nie po to, by je przesiewać, tylko dla własnej wygody. dzięki temu wiem, kto zostawia swój ślad w postach starszych niż 3 dni. reszta to żywioł ;>