O mnie

Moje zdjęcie
ja, baba z baby, czyli matrioszka. słucham jazzu. dla animuszu. wchłaniam literaturę. wziewnie. piszę. oraz fotografuję. subtelno-zachłannie. na przemian, albo przemiał. projekt FOTOszeptów dojrzewał w mojej głowie bardzo długo. powstał o czasie koloru turkusowego, kiedy zrozumiałam, że słowa piętrzące się we mnie są równie ważne jak obrazy wokół.

piątek, 2 listopada 2007

poszła baba do zdjęcia.

Do fotografa postanowiłam się udać, bowiem dowód muszę sobie wyrobić. Nowy dowód, stary przecież mam od ohohoho, a może i dłużej. Mam i wstydzę się używać, bo dzieci z kolonii letniej zalały mi stronę ze zdjęciem i adresem coca-colą i odtąd to ten dowód wygląda jakbym go dostała w schedzie po prababci.

Więc ja do tego fotografa postanowiłam się gruntownie przygotować pod kątem twarzy: oko dość równo obrysowane brązową kredeczką (nie, nie eyelinerem, bo nie umiem i szczerze zazdroszę paniom, co to takim cienkim pędzelkiem potrafią nieskazitelnie umalować się np. w aucie na czerwonym świetle). No ale wracając do mojego makijażu, to oko potraktowałam podwójnie maskarą, odrobiną cienia w kolorach jesiennych, na twarz krem odżywczy i na to antystresowy podkład rozświetlająco-rozjaśniająco-rozpogadzający z drobinkami i w ogóle sheer radiance likwidujące oznaki zmęczenia (bo ja umęczona jestem wielce tym nic nierobieniem, prawda?). Potem jeszcze omiotłam lica pędzlem umaczanym w brązujących kuleczkach i pojechałam.

Wchodzę ci ja radosna i promienna do pana. A tam posępna pani do mnie w te słowa:

- pani się za bardzo błyszczy. trzeba to zmyć, bo wyjdzie na zdjęciu.

W jednej chwili czar prysł! Pokornie wzięłam się do ścierania mojego mejkapu, od tego tarcia poczerwieniały mi poliki i wyglądałam jak ofiara problemów z naczynkami krwionośnymi.

Siadłam i obrażona na tego babola, postanowiłam się nie uśmiechnąć! Na szczęście wtedy pojawił się pan, który obfotografował moje lica kilkukrotnie, a potem w takim małym telebimie wspólnie sobie oglądaliśmy te moje lica i pan pozwolił wybrać najlepsze ujęcie.

Gdy po piętnastu minutach ja nadal nie mogłam się zdecydować, czy lepiej z uniesionym podbródkiem, czy z uniesioną brwią, pan zrobił to za mnie.

Teraz tylko wniosek wypełnię czarnym długopisem drukowanymi literami, podpis strzelę, nie wyjeżdżając poza linie oczywiście i poniosę do urzędu miasta i gminy i tam to już się wepcham bez kolejki, bo po pierwsze w dowodach pracuje moja kuzynka, a po drugie w urzędzie wszyscy mi się kłaniają, bo ja jestem córka mojej mamy. o!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za chwile, jakie Wam kradnę.
za słowa, zadumę i niekontrolowane wybuchy śmiechu.
za wrażliwość.

ps. moderowanie komentarzy włączyłam nie po to, by je przesiewać, tylko dla własnej wygody. dzięki temu wiem, kto zostawia swój ślad w postach starszych niż 3 dni. reszta to żywioł ;>