O mnie

Moje zdjęcie
ja, baba z baby, czyli matrioszka. słucham jazzu. dla animuszu. wchłaniam literaturę. wziewnie. piszę. oraz fotografuję. subtelno-zachłannie. na przemian, albo przemiał. projekt FOTOszeptów dojrzewał w mojej głowie bardzo długo. powstał o czasie koloru turkusowego, kiedy zrozumiałam, że słowa piętrzące się we mnie są równie ważne jak obrazy wokół.

wtorek, 4 września 2007

XIII Wielką Fetę Agroturystyczną uważam za zamkniętą.

Z grubsza rzecz biorąc impreza się udała. Bite trzy dni muzyki różnej jakości, z obecnością trzech gwiazd. Rynkowski, Flinta, Big Cyc, z czego ci ostatni dali naprawdę czadu. Zresztą to, że Skiba jest posiadaczem ciętego języka i wie, co zrobić na scenie, przekonałam się już nie raz.

Czarne chmury wisiały w powietrzu, deszcz wkradał się małymi falami, zwłaszcza gdy ja wyłoniłam się przed publiką. Trema puściła, gdy podczas pierwszej piosenki nie miałam prawie wcale odsłuchu. W efekcie weszłam takt później i tylko wtajemniczeni połapali się o co chodzi piosenkarce, znaczy mnie. Chyba się podobało, o czym świadczą następujące przesłanki ;]

  • gdy zaczęłam śpiewać, część ludzi stojących z dala od sceny, wzięła plastiki piwa pełne i podeszła do płota
  • "kawiarenki" w nieco zmodyfikowanej wersji porwały co odważniejsze (albo bardziej pijane?) pary do tańca
  • kilku podchmielonych, e-me-ry-to-wa-nych fanów klaskało właściwie bez przerwy, drąc się na całe gardło: "dawaj lalunia"
  • był bis. sztuk jeden.

Podsumowanie mogłabym śmiało wkleić z poprzedniego roku - widocznych różnic bowiem nie dostrzegłam. Największym aplauzem cieszyły się utwory szybkie, skoczne, melodyjne, w brzmieniu przypominające muzykę chodnikową. Najmniej kawałki ambitne, co dało się wyczuć podczas wykonywania "małych tęsknot" z rep. Krystyny Prońko. Gdy towarzystwo już subtelnie przechodzilo w stan letargu z odsieczą przyszła "szparka sekretarka" z rep. Maryli Rodowicz.

Na tejże imprezie byłam też odpowiedzialna za festiwal przyśpiewek ludowych i co za tym idzie cała przeprawa z leciwymi, upstrzonymi w barwne zapaski kobitkami. Bite dwie godziny "oj dana dana", "głebokich studzienek" i "zosiek, co izby zamiatają". Był też "zielony mosteczek", co uginasie. Potem już tylko dyplomy, uściski, dłoni, pamiątkowe zdjęcia.

Na charytatywną loterię przyszłam za późno. Może to i lepiej, gdyż w zeszłym roku wygrałam  płytę o wdzięcznym tytule: "ćwicz i chudnij - wersja dla pulchnych".

Ja. Ważąca tyle, co średniej wielkości kura ;]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za chwile, jakie Wam kradnę.
za słowa, zadumę i niekontrolowane wybuchy śmiechu.
za wrażliwość.

ps. moderowanie komentarzy włączyłam nie po to, by je przesiewać, tylko dla własnej wygody. dzięki temu wiem, kto zostawia swój ślad w postach starszych niż 3 dni. reszta to żywioł ;>