O mnie

Moje zdjęcie
ja, baba z baby, czyli matrioszka. słucham jazzu. dla animuszu. wchłaniam literaturę. wziewnie. piszę. oraz fotografuję. subtelno-zachłannie. na przemian, albo przemiał. projekt FOTOszeptów dojrzewał w mojej głowie bardzo długo. powstał o czasie koloru turkusowego, kiedy zrozumiałam, że słowa piętrzące się we mnie są równie ważne jak obrazy wokół.

niedziela, 15 lipca 2007

ja, Czartoryska...

Ten weekend był udany i obfity w treściach:

- mieliśmy gości ważnych i lubianych ogromnie: O. oraz M. (każde z innej parafii).

- mieliśmy kilka innych osób, które znalazły się w "naszym" domostwie dość przypadkowo, ale które dość szybko to samo domostwo opuściły. Tak wiem, niegościnni jesteśmy, aspołeczni i w ogóle książkę o savoir vivrze nam kupić w dwóch egzemplarzach ;] Niegościnność owa wynika prawdopodobnie z tego, że mnie już nie bawią samozwańcze imprezy pod tytułem: do najbliżej usytuowanej wolnej stancji każdy przynosi sześć puszek piwa i siedzimy do białego rana, znając się czy nie, śpimy potem pokotem pod jednym wspólnym kocem w szkocką kratkę a po śnie nie pamiętamy imienia współspacza. To już przerabiałam. Wielokrotnie. Dziękuję, wyrosłam. Teraz cenię kameralność i spokój. Choćby święty.

- byliśmy na plaży. Tak nie przymierzając namiastka Mazur, na których nie byłam nigdy w życiu, ale dostawałam widokówki z pozdrowieniami, to wiem! Tam też moczyliśmy nogi do kostek, huśtaliśmy się na huśtawkach, spacerowaliśmy wokół jeziora i w ogóle było letnio-wakacyjnie, co podkreślał zapach ryb ze smażalni i muzyka chodnikowa spod każdej budki jedzeniowej wespól zespół z reggae (bo tam jakiś festiwal się odbywał).

- piliśmy, a jakże.

- żubry widzielim z daleka i źrebaki z bliska. Wiadomo, żubr wieczorem podchodzi bardziej, a to wczesne popołudnie było.

- przechadzaliśmy się królewskim gościńcem.

- zwiedzaliśmy siedzibę Leszczyńskich i Czartoryskich, co przy dzisiejszych upałach było zbawienne dla organizmu, w komnatach królewskich bowiem panował chłód. Z przewodnikiem, który na wydechu, jednostajnie i nużąco opowiedział historię rodów, toteż nie wszystko usłyszałam i nie wszystko do mnie dotarło. Tamże ujrzałam się w 400-letnim lustrze, przeszłam przez kilka hebanowych bogato zdobionych drzwi, a także zakochałam się w biurku i krześle z XVII w. i takie właśnie w przyszłości chcę!

Przy takim mebelku to i wena bardziej ruchliwa i aż strach pomyśleć, co ja bym tutaj wypisywała. Ech, wtedy nocami, przy blasku księżyca, odziana w złoty szlafrok w etruskie wzory pisałabym opasłe memuary, by po skończonej pracy udać się na zasłużony spoczynek do łoża wielkości hangaru, koniecznie z ciężkim baldachimem.

Z baldachimem nade mną i wówczas JużMężem.

We mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za chwile, jakie Wam kradnę.
za słowa, zadumę i niekontrolowane wybuchy śmiechu.
za wrażliwość.

ps. moderowanie komentarzy włączyłam nie po to, by je przesiewać, tylko dla własnej wygody. dzięki temu wiem, kto zostawia swój ślad w postach starszych niż 3 dni. reszta to żywioł ;>