O mnie

Moje zdjęcie
ja, baba z baby, czyli matrioszka. słucham jazzu. dla animuszu. wchłaniam literaturę. wziewnie. piszę. oraz fotografuję. subtelno-zachłannie. na przemian, albo przemiał. projekt FOTOszeptów dojrzewał w mojej głowie bardzo długo. powstał o czasie koloru turkusowego, kiedy zrozumiałam, że słowa piętrzące się we mnie są równie ważne jak obrazy wokół.

poniedziałek, 25 czerwca 2007

i powieźli ich windą do nieba.

Ach, jak ja lubię wesela!

Wtedy nie drażnią mnie rozpychające się tłumy, szpilki obcych pań wbijane w mojego małego palca, skrobanie marchewki, naciąganie rąk w ferworze tańców z pijanym wujkiem i te integracyjne pogaduchy w toalecie przy umywalce. Każda z pań z atrybutem upiększającym w dłoni: kredka do oczu, konturówka, tusz, pomadka, błyszczyk, puder sypki, puder w kamieniu, puder w kulkach, cukier puder: jaką pani ma elegancką suknię. ee, mnie się pani bardziej podoba. świetnie skrojony tył. szyta czy ze sklepu? i ten kolor. do oczu partnera pasuje. to nie partner? o, przepraszam. a tak państwo pasują. buty mam z sylwestra. na raz się nie opłaca kupować nowych. duszno. ale lepiej, że ciepło niż zimno. znowu jak za ciepło to wędliny się psują, majonez w sałatkach jełczeje, wódka gorzej wchodzi. ale nie, to i tak lepsze niż deszcz. bo deszcz, to wie pani, źle wróży. ale jakie piękne kazanie. mnie to się łza zakręciła w oku. ja ze strony pani młodej. ja też. taaak? córka cioci Zosi z Polesia? Marysiaaa? nie, Krysia. a to ta młodsza. ja pamiętam jak Ty taka maleńka byłaś, o, taka. no, może taka. a wygadana. a śmiała. jak ten czas szybko leci.

Mniemam, że w męskim wc bardziej lapidarnie. Dwa sapnięcia przy pisuarze, że gorąc i wio do partnerki, coby jej nikt nie porwał w tany podczas jego nieobecności.

Chyba. Nie wiem, nigdy nie śmiem zajrzeć ;]

To wesele było liczebne, zgrane i piękne w swej oprawie. Skrzypce, biel, stonowany patos. Polska szumigłówka polonez, tańce (2 na 1, z nogi na nogę, z obrotami, w późniejszej fazie twisty i inne czacze) Chóralne śpiewy, wężyki w ilościach umiarkowanych, jeden pociąg. Gorzko, gorzko. 100 lat, 100 lat. Jeszcze po kropelce. A teraz idziemy na jednego.

Orkiestra rewelacyjna. Atmosfera swojska. Jedzenie dobre. Wódka skuteczna.

W oczach nowożeńców MIŁOŚĆ.

______________________________________

Moje loki na długi czas utrzymały blask i świeżość. Zupełnie inaczej niż na poprzednim weselu, kiedy to tuż przed wyjściem potraktowałam je czymś, co po zabiegu nie okazało się lakierem. Był to płyn antyelektrostatyczny w sprayu marki Ania! Butelka mnie zmyliła. Do tej pory nie wiem, do czego to służy mojej teściowej - bo to w jej łazience było, ale mniemam, że nie do włosów. Efekt bowiem był mało oszałamiający ;] 

Na to wesele dla odmiany oszałamiająco pachniałam. Nie wiem, co znajdowało się we flakoniku w kolorze starego złota, ale byłam przekonana, że podróbka organzy, którą sama kiedyś nabyłam. Otóż nie. Zapach ten dalece odbiegał od należytego. Przypominał raczej woń odstanej trzy dni w wazonie wody po zwiędłym bukiecie stokrotek z działki. Dla ratowania sytuacji poprawiłam oryginalnym jadorem, co znacznie pogorszyło moje samopoczucie w kościele, a JeszczeNieMęża na parkiecie.

Nie wiedzieć czemu, unikał przytulanych tańców ze mną! ;]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za chwile, jakie Wam kradnę.
za słowa, zadumę i niekontrolowane wybuchy śmiechu.
za wrażliwość.

ps. moderowanie komentarzy włączyłam nie po to, by je przesiewać, tylko dla własnej wygody. dzięki temu wiem, kto zostawia swój ślad w postach starszych niż 3 dni. reszta to żywioł ;>