O mnie

Moje zdjęcie
ja, baba z baby, czyli matrioszka. słucham jazzu. dla animuszu. wchłaniam literaturę. wziewnie. piszę. oraz fotografuję. subtelno-zachłannie. na przemian, albo przemiał. projekt FOTOszeptów dojrzewał w mojej głowie bardzo długo. powstał o czasie koloru turkusowego, kiedy zrozumiałam, że słowa piętrzące się we mnie są równie ważne jak obrazy wokół.

piątek, 15 czerwca 2007

biedronka, ach biedronka, czyli niezamierzona promocja.

Do dyskontu wybrałam się z mamą celem hurtowych zakupów: 50 wafelków kokosowych, 50 paczek sezamków i 50 soków w kartonikach z okazji spóźnionego dnia dziecka na jakiś festyn rodzinny. Przy okazji chciałyśmy do domu kupić zgrzewkę wody mineralnej marki Staropolanka, gdyż tylko taką pijamy i nie chodzi tu bynajmniej o patriotyzm lokalny. A może właśnie o to chodzi? Nieważne. Okazało się wówczas, że nie ma. Jest kilka wód za 79 gr. i markowa z Żywca!

W mieście produkującym Staropolankę sprzedaje się na litry wodę żywiecką! No litości! Dość głośnym tonem skrytykowałam sztab marketingowy biedronki, pojechałam po szefie, tym głośniej im bardziej zbliżałyśmy się do pracownika na wózku, co takimi widełkami wyrzucał zgrzewki mleka z logo biedronki.

Idziemy do kasy, ale ponieważ na nasze zakupy potrzebna jest mamie faktura, więc trzeba udać się do kierownika sklepu. Pani w kasie nie jest upoważniona do wydawania tak poważnych dokumentów. Mama z koszem pojechała do bagażnika, ja idę do kierownika. A kierownik to pan z wózka widłowego. Upsss.

Zaprosił mnie do swojej kanciapy, sporządza fakturę, ja stoję cicho. Bo co mam niby robić? Przeprosić go?

Kątem oka widzę, że na fakturze nie zgadza się ilość sezamków. Uprzejmym już tonem zwracam panu KIEROWNIKOWI uwagę i proszę o korektę, gdyż na tej podstawie mama będzie się rozliczać i wolałaby nie dopłacać do interesu.

Pan KIEROWNIK po oględzinach paragonu i faktury przyznał mi rację, po czym zainicjował dialog, wracając do wydarzeń z samego sklepu.

- słyszałem uwagi pań odnośnie Staropolanki.

- nnno takkk /jąkam się/, przyzna pan, że to trochę dziwne, żeby wspierać konkurencję, mając pod nosem lokalny, bardzo dobry produkt.

- nnno takkk /zająknął się pan KIEROWNIK/, dało mi to dużo do myślenia, dziękuję.

- proszę bardzo.  A skoro już przy uwagach jesteśmy, to proszę zrobić porządek w cenach na słodyczach. Straszny tam misz-masz /mówię już płynnie, uśmiechając się do pana KIEROWNIKA, który na moje oko jest ode mnie młodszy/

- o, dziękuję bardzo. Widzi pani, pracowników nam brakuje, a człowiek sam nie jest w stanie wszystkiego ogarnąć. Już wózkiem zacząłem jeździć. /po chwili namysłu/ A może pani by chciała?

- jeździć wózkiem?! /pytam, bo nie wiem/

- nie, nie, przepraszam, źle zabrzmiało /mówi zażenowany/. Pracować u nas, na wakacjach, bo pani pewnie studentka. (pfff, jeszcze pewnie studentka ekonomii o kierunku ekonomika przedsiębiorstw - w duchu myślę. Bo studentka filozofii to już nie wpadłaby na takie roszady marketingowe)

- nie, nie jestem studentką. Już nie jestem /dodaję/  A tak z ciekawości, to w jakim charakterze?

/pan KIEROWNIK naprędce szuka dla mnie w głowie wakatu/  - No wszędzie po trochę. Na kasie, przy towarze, ale głównie tu /zachęcająco stwierdza/

Wzięłam tę fakturę i pognałam do auta.

W domu okazało się, że na fakturze jest błąd z tymi sezamkami. Pan KIEROWNIK nie poprawił, albo nie umiał.

Może ja tam wrócę?

A nuż pan KIEROWNIK zaoferuje jeżdzenie tym wózkiem, na co w duchu najbardziej liczyłam.

W tak zwanym wolnym czasie będę jego muzą.

Za  699 zł.

Brutto.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za chwile, jakie Wam kradnę.
za słowa, zadumę i niekontrolowane wybuchy śmiechu.
za wrażliwość.

ps. moderowanie komentarzy włączyłam nie po to, by je przesiewać, tylko dla własnej wygody. dzięki temu wiem, kto zostawia swój ślad w postach starszych niż 3 dni. reszta to żywioł ;>