O mnie

Moje zdjęcie
ja, baba z baby, czyli matrioszka. słucham jazzu. dla animuszu. wchłaniam literaturę. wziewnie. piszę. oraz fotografuję. subtelno-zachłannie. na przemian, albo przemiał. projekt FOTOszeptów dojrzewał w mojej głowie bardzo długo. powstał o czasie koloru turkusowego, kiedy zrozumiałam, że słowa piętrzące się we mnie są równie ważne jak obrazy wokół.

czwartek, 1 marca 2007

wina wina!

Bo wszystko zaczęło się od wina swojskiego, które przywiozłam z domu w ilości półtoralitrowej. Potem właściwie każdy dzień zaczynał się i kończył na lampce tegoż trunku. I Aga zwichnęła palca. Małego u lewej nogi. Nie pytajcie, jak, bo sama nie wiem (ona zresztą też nie) Siedziała na łóżku, chciała zejść, no i zwichnęła. Sytuacja, mimo swej powagi, komiczna, bo przez cały dzień poruszała się, skacząc na zdrowej nodze. Odziawszy czerwone portki, wyglądała istnie jak bocian, co wywoływało jeszcze większą salwę śmiechu. W efekcie wylądowałyśmy na ostrym dyżurze chirurgiczno-ortopedycznym. Tamże wożono ją na wózku inwalidzkim, fotografowano kończynę dolną, w międzyczasie załapała się na wizytę młodych adeptek medycyny, służąc za królika doświadczalnego. Do domu wróciła cała, dzierżąc w dłoni zdjęcie rentgenowskie swej stopy.

Wczoraj też wszystko zaczęło się od wina i wizyty prze-ciekawego kolegi Tomka, zwanego wujkiem. Potem koncert w "papugach", jazz, piwo, intelektualne szprycowanie kory mózgowej o północy i przeniesienie imprezy na stancję. Kuchnia z lamperiami  pomieściła siedmioro ludzi różnej maści, z przewagą muzyków. Co za tym idzie były śpiewy a cappella, śpiewy chóralne, dużą popularnością cieszyła sie prosta w swej treści piosenka śpiewana w kanonie pt. "panie Janie, panie Janie". O ile początek wychodził dość dobrze, tak przy słowach "wszystkie dzwony biją bim bam bom" robił się bełkot lub, nazywając rzecz bardziej fachowo, kakofonia. Tańce też były. Od flamenco po breakdance. Na gumolicie, na krzesłach, na drabinie pokojowej. Z czapką z daszkiem, z czapką z polaru, z durszlakiem plastykowym koloru białego na głowie. W rękach tancerzy często pojawiał się 5-kilowy proszek marki bryza.

A teraz bilans imprezy pod patronatem Jana III Sobieskiego (taka czerwona etykietka): nikt nie złamał niczego (co przyznam szczerze do tej pory wydaje mi sie zagadką), na skutek froterki podczas pląsów podłoga lśni czystością, kieliszki całe, jeno dwukomorowy zlewozmywak uległ lekkiemu wyrwaniu z szafki - Dawid trącił go nogami podczas rozpędu do stania na rękach. Do drzwi nie pukali sąsiedzi, straż miejska też nie. W swoich łóżkach grzecznie byliśmy w okolicach 6 rano. Świtało.

Czas na quiz: ja się dziś czuje pusta_literatka? Bo wygląda... blado jakoś.

_______________________________________

Droga Lepsza-pierwsza, dialogując z Tobą byłam jeszcze trzeźwa. Przysięgam! Ja po prostu taka jestem. Gadatliwo-chichotliwa-niemożliwa. Czasem ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za chwile, jakie Wam kradnę.
za słowa, zadumę i niekontrolowane wybuchy śmiechu.
za wrażliwość.

ps. moderowanie komentarzy włączyłam nie po to, by je przesiewać, tylko dla własnej wygody. dzięki temu wiem, kto zostawia swój ślad w postach starszych niż 3 dni. reszta to żywioł ;>