O mnie

Moje zdjęcie
ja, baba z baby, czyli matrioszka. słucham jazzu. dla animuszu. wchłaniam literaturę. wziewnie. piszę. oraz fotografuję. subtelno-zachłannie. na przemian, albo przemiał. projekt FOTOszeptów dojrzewał w mojej głowie bardzo długo. powstał o czasie koloru turkusowego, kiedy zrozumiałam, że słowa piętrzące się we mnie są równie ważne jak obrazy wokół.

sobota, 10 marca 2007

introspekcja w pks-ie.

Tej podróży w autobusie dla odmiany stałam! Pół drogi, czyli jakieś 1,5 h. Na dworze pierwsze tchnienie wiosny, w autokarze zupełnie na odwrót. Duszno, porno, smrodliwo-potliwie. A ja w koszulce, swetrze, zimowym płaszczu i w kozakach! Oprócz tego torba, torebka i reklamówka. Nie! Nie jechałam na Sybir. Na Węgry też nie :) Wiem, niby powinnam się cieszyć, że w ogóle jadę. Istniała bowiem opcja, że pan kierowca trzaśnie mi przed nosem drzwiami, informując z uśmiechem na ustach o godzinie następnego odjazdu. Wiem, ale skoro już się znalazłam w środku, to pomarudzić chyba mogę? Baa, muszę, bom w takich chwilach malkontentka straszna.

Uwaga, zaczynam więc marudzić! Mówiłam, że było duszno? Mówiłam. Że przez dobrych kilka minut stałam w rozkroku, między swymi bagażami? Że płaszcz zdjęłam i przewiesiłam przez ramię, a że pieroństwo ciężkie (bo zimowe!) to mi kończyna ścierpła? Że pot mi ciekł finezyjnie wzdłuż linii kręgosłupa i nie miało to nic wspólnego z erotyzmem? Że między mną stało dwóch kumpli z politechniki i omawiali dość skrupulatnie zagadnienia z kolokwium? Gdy zaproponowałam roszadę, odparli, że jest dobrze. Hmm, ciekawe komu? Byłam tez oczywiście głodna i bez picia, bo picia nie mam nigdy, bo nie zdążę kupić. Miałam tylko parę starych dropsów, więc je spożyłam łapczywie. Piszę do JeszczeNieMęża: Zjadłam już wszystkie mentosy i chce mi się siku! Na co on: a to po mentosach chce się siku?

Żadnego wsparcia, Panie. Żadnego!

Wtedy do mnie dotarło, że ja normalnie nie umiem się ubrać po ludzku. To znaczy, dla jasności, umiem wiązać sznurowadła, wciągać spodnie, wiem, który but na którą stópkę (lata pracy mami) ;) Trudności pojawiają się w synchronii pod tytułem: ja a pogoda. Zawsze na opak. Wieje, leje i prawie i odmraża - ja bez czapki, bez szalika, bez parasola ofkors. Aura słoneczna - ja umundurowana na cebulę! I tak rok w rok, podczas przedwiośnia.

Czy z tego się wyrasta czy to już w pakiecie na stałe?

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za chwile, jakie Wam kradnę.
za słowa, zadumę i niekontrolowane wybuchy śmiechu.
za wrażliwość.

ps. moderowanie komentarzy włączyłam nie po to, by je przesiewać, tylko dla własnej wygody. dzięki temu wiem, kto zostawia swój ślad w postach starszych niż 3 dni. reszta to żywioł ;>