O mnie

Moje zdjęcie
ja, baba z baby, czyli matrioszka. słucham jazzu. dla animuszu. wchłaniam literaturę. wziewnie. piszę. oraz fotografuję. subtelno-zachłannie. na przemian, albo przemiał. projekt FOTOszeptów dojrzewał w mojej głowie bardzo długo. powstał o czasie koloru turkusowego, kiedy zrozumiałam, że słowa piętrzące się we mnie są równie ważne jak obrazy wokół.

wtorek, 20 lutego 2007

ryś.

O "Rysiu" być miało, to będzie. Ale krótko, w przeciwieństwie do filmu, który był... bardzo dobry!

Fragmentarycznie niestety. Start udany, śmieszny, wartki. Od połowy kardynalne spowolnienie, naciąganie, trącające o nudę. Lecz TYM niemniej to zabawna komedia. Słowny i sytuacyjny humor, zachowanie konwencji Barejowskiej, rewelacyjne kreacje (zdumiewające obsadzenie w role sprzątaczek Jandy, Tyszkiewicz, Szapołowskiej) Mocno czuć opary PRL-u z całym jego swądem absurdu. I mnie się to podobało.

Bite 120 minut to jednak ze strony reżysera wyczyn nieco heroiczny, jak na mój cenny stosunek do czasu.

Mówią, że od przybytku głowa nie boli, ale w przypadku tegoż filmu powiedzenie według mnie kompletnie nie ma racji bytu.

Dłużej nie zawsze oznacza lepiej.

Zupełnie na odwrót niż w seksie ;) 

_____________________________

Zdanie o imprezie drugiej: powinowata kapela zwyciężyła. Potem kwiaty, gratulacje i życzenia ;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za chwile, jakie Wam kradnę.
za słowa, zadumę i niekontrolowane wybuchy śmiechu.
za wrażliwość.

ps. moderowanie komentarzy włączyłam nie po to, by je przesiewać, tylko dla własnej wygody. dzięki temu wiem, kto zostawia swój ślad w postach starszych niż 3 dni. reszta to żywioł ;>