O mnie

Moje zdjęcie
ja, baba z baby, czyli matrioszka. słucham jazzu. dla animuszu. wchłaniam literaturę. wziewnie. piszę. oraz fotografuję. subtelno-zachłannie. na przemian, albo przemiał. projekt FOTOszeptów dojrzewał w mojej głowie bardzo długo. powstał o czasie koloru turkusowego, kiedy zrozumiałam, że słowa piętrzące się we mnie są równie ważne jak obrazy wokół.

sobota, 13 stycznia 2007

miasteczko Twin Peaks.

Już na samym wstępie serialu czułam instynktownie, że w enigmatycznym białym worku unoszącym się na równie enigmatycznej rzece znajduje się ciało kogoś enigmatycznego. No tak czułam!

Laura Palmer. Zbuntowana anielica o urzekającym uśmiechu z równo osadzonymi zębami. Zakochałam się w niej, gdy miałam jakieś 13 lat. Lynch i jego kobiety... Wszystkie zabójczo piękne i wszystkie poubierane w stroje sprowadzone z pensji dla panienek z dobrego domu lub innych emancypantek Prusowskich. Spódnica za kolanko i sweterek za pupę. Mężczyźni u Lyncha to kontrast owych panienek. Zwykle źli, wulgarni, silni w mózgu i w lędźwiach... Oprócz Coopera, w którym się nie zakochałam. Chyba właśnie dlatego.

No więc siadamy z Olą w piątkowy wieczór z piwem imbirowym w dłoniach, oglądamy i boimy się jak jasna cholera! Dla wyostrzenia wrażeń gasimy światło i zasłaniamy kotary w oknach (sztuk 3) Muzyka nam nie ułatwia, mrok nam nie ułatwia, więc skaczemy na łóżku jak dwie głupie kozy, licytując się przy tym, która to wpadła na tak idiotyczny pomysł spędzenia piątkowego wieczoru. Wszystko wskazuje na mnie... 

Zapijam piwem z nadzieją, że mnie lekko ogłuszy. Pisków i bluzgów towarzyszących projekcji nie ma końca. Wreszcie FINE.

No i świetnie, no i fajnie, tylko jak ja mam się teraz przedostać do swojego pokoju, znajdującego się dokładnie po drugiej stronie długiego, ciemnego korytarza?! Ola jakoś niespecjalnie chce mi towarzyszyć, więc idę sama. Tam idę! Lecę na złamanie karku!

Ufff, już dobrze. Piwo działa, ja wydaję się być dość opanowana. Kładę się do łóżka, nakrywam po uszy i widzę BOBA. Ożeszkur***! Łypie na mnie swym obłąkańczym wzrokiem zza szafy, spod chodnika, ze szpary między futryną a drzwiami. Siwowłosy psychopata i ja w jednym pokoju. Sam na sam. Oko w oko. Nakrywam się cała, produkując przy tym hektolitry potu i zasypiam.

W śnie nie nawiedza mnie już ani babcia z wnuczkiem o nosie Pinokia, ani jednoręki Joe, ani karzeł ani szurnięta, jak cała reszta, pani z pieńkiem.

A jak umrę, to i tak poproszę do Twin Paeks.

Nie do piekła.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za chwile, jakie Wam kradnę.
za słowa, zadumę i niekontrolowane wybuchy śmiechu.
za wrażliwość.

ps. moderowanie komentarzy włączyłam nie po to, by je przesiewać, tylko dla własnej wygody. dzięki temu wiem, kto zostawia swój ślad w postach starszych niż 3 dni. reszta to żywioł ;>