O mnie

Moje zdjęcie
ja, baba z baby, czyli matrioszka. słucham jazzu. dla animuszu. wchłaniam literaturę. wziewnie. piszę. oraz fotografuję. subtelno-zachłannie. na przemian, albo przemiał. projekt FOTOszeptów dojrzewał w mojej głowie bardzo długo. powstał o czasie koloru turkusowego, kiedy zrozumiałam, że słowa piętrzące się we mnie są równie ważne jak obrazy wokół.

wtorek, 16 stycznia 2007

kartoteka Różewicza i Zadary.

Bardzo mocno uwspółcześniona inscenizacja reżysera Michała Zadary (aplauz dla tego Pana!)

Swoiste novum w pokazaniu przestrzeni między widzem a aktorem.

Brak sceny, toteż odbiorca może usadowić się w wygodnej dla siebie pozycji pośród grających wszędzie aktorów. Może też się przemieszczać. Jest żywym rekwizytem, podatnym na sugestie aktora.

Głośno, jazgotliwie, dynamicznie, zatrważająco, momentami groźnie i psychodelicznie.

Ciekawie.

Nietuzinkowo.

I o to chodzi w teatrze! Albo wychodzę z niego zrelaksowana i ubawiona, albo wychodzę... i nie wiem, co powiedzieć. Takie katharsis.

Tanich półśrodków nie lubię.

______________________________________

Żałuję jedynie, że nie posmyrałam pana Peszka za uchem. Skoro już tak leżał nieruchomo dobrych parę minut, przylegając prawie do moich pleców. Wystarczyło tylko wyciągnąć rękę... Z drugiej strony rozwścieczony leżał... i co gdyby tak w amoku odgryzł mi palca?! Oj, drogi Panie Peszku, przekonywująco Pan grał. Ciary szły i było miło. Acz niebezpiecznie.

I na koniec mój ulubiony cytat z "Kartoteki" Różewicza: "Chciałem wujka odwiedzić, ale ciocia pisała, że wujek chorował, to pomyślalem, że wujek umarł" :)

Wyczucie taktu i dziecięca szczerość.

To, co cechuje każdego z nas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za chwile, jakie Wam kradnę.
za słowa, zadumę i niekontrolowane wybuchy śmiechu.
za wrażliwość.

ps. moderowanie komentarzy włączyłam nie po to, by je przesiewać, tylko dla własnej wygody. dzięki temu wiem, kto zostawia swój ślad w postach starszych niż 3 dni. reszta to żywioł ;>