O mnie

Moje zdjęcie
ja, baba z baby, czyli matrioszka. słucham jazzu. dla animuszu. wchłaniam literaturę. wziewnie. piszę. oraz fotografuję. subtelno-zachłannie. na przemian, albo przemiał. projekt FOTOszeptów dojrzewał w mojej głowie bardzo długo. powstał o czasie koloru turkusowego, kiedy zrozumiałam, że słowa piętrzące się we mnie są równie ważne jak obrazy wokół.

wtorek, 30 stycznia 2007

ładny gips!

Dziś słów kilka o niefortunnym upadku premiera naszego powszedniego. Pośliznął się, upadł i złamał rękę.

A ja się grzecznie zapytuję: no i co z tego?! Bo jakoś, mimo mocno rozwiniętego zmysłu empatii, nie dostrzegam dramatu medialnego.

Pragnę przy tym donieść, że mój tato pół roku temu także złamał lewą kończynę górną. Incydent był o tyle poważniejszy, że doszło do złamania z przemieszczeniem. Nie przyjechała telewizja, nie było paparazzich, prasa lokalna też się nie pofatygowała a jedyne zdjęcie, jakie mu zrobiono, to rentgenowskie. I to na dobrą sprawę nie jemu, a ręce. Tej chorej. Chyba :P Tato był na tyle dzielny, że kazał sobie kończynę unieruchomić linijką (tak tak, plastikową, 20 cm, koloru pomarańczowego - wiem, bo sama występowałam w roli chirurga!) Z linijką przeczekał do poniedziałku, coby lekarzom nie truć w weekend (heh, przysięgam, STOIK!)

A tu halo na skalę światową. Ja rozumiem, postać ważna. Po Bogu to chyba nawet najważniejsza (a może jego brat? nie wiem, niech to sami między sobą ustalą), ale bez przesady. Ostatecznie ma jeszcze sprawną drugą rękę, którą spokojnie nadal może głaskać naród pod włos, a wieczorami nieco czulej osobistego kota. Żony, jak wiemy, pan premier nie posiada ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za chwile, jakie Wam kradnę.
za słowa, zadumę i niekontrolowane wybuchy śmiechu.
za wrażliwość.

ps. moderowanie komentarzy włączyłam nie po to, by je przesiewać, tylko dla własnej wygody. dzięki temu wiem, kto zostawia swój ślad w postach starszych niż 3 dni. reszta to żywioł ;>